porządki. niby czynność prozaiczna, mechaniczna, a jednak nieco melodramatyczna. bo znajdujesz setki karteczek zapisywanych na lekcjach chemii z czasów gimnazjum, stare opowiadania, zdjęcia, pocztówki, 10 dolarów, zaginioną maszynkę do golenia, 3 poszukiwane skarpetki (i ani jednego robala!!!). to wszystko czyni mnie osobą sentymentalną (chociaż nie mam w zwyczaju taką bywać), dojrzalszą (tego nie jestem w stanie wytłumaczyć w żaden sposób), a w dodatku bogatszą. poza tym, pojawia się uczucie odnowy, nie wiem, może bardziej pasowałoby "ewolucji emocjonalnej".
kiedy siedzę tak zamknięta w małym pokoju, wypełnionym jazzem i innymi starymi piosenkami, trochę zapachem kadzidła, nagromadzonymi wspomnieniami i stertą śmieci, dopada mnie smutek. czas pędzi, zostają po nim tylko skarby, jak te, które znajduję właśnie teraz i wyrzucam. dlaczego? bo z zasady pędzę do przodu, nie lubię dyndającej z dupy kotwicy, słonych kartek i smętów, na których działanie jestem narażona od kilku dni.
decisions are made and not bought. but i thought this wouldn't hurt a lot- i guess not.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz