piątek, 5 lutego 2010

party.

<3
mam tu mój ukochany zestaw imprezowy- miły dla oka, nieskomplikowany, przede wszystkim bezpieczny- cokolwiek się stanie (w jakimkolwiek stanie xd), mam pewność, że nikt przypadkiem nie zobaczy mojej bielizny, kiedy wybiorę ciekawą pozycje siedzącą. albo kiedy będą mnie gdzieś zanosić. po prostu bajka.

czwartek, 4 lutego 2010

bored.

mdłość.
od zawsze twierdziłam, że jestem wolnym duchem. małym czerwonym balonikiem, marynarzem. i nagle zdałam sobie sprawę, że potrzebuję, by ktoś złapał mnie za rękę albo pocałował w szyję, gdy wybieram drinka. przelotne znajomości są tego pozbawione, więc przestają mnie w tym momencie cieszyć.
wszystko przestaje mnie cieszyć, może to przez brak słońca?
cholera, ale ostatnio świeci nawet.
tak czy siak, frustrację wyładowuje na basenie, zaczynam o siebie dbać, koniec gderania. ratownicy.
oczywiście forma jest na pierwszym miejscu, żadni tam panowie w czerwonych slipkach, absolutnie.
... posucha.

wtorek, 2 lutego 2010

poniżenie.

zabiłam własną kość piszczelową, wchodząc po własnych schodach.
w dodatku na trzeźwo.

świat się kończy!

poniedziałek, 1 lutego 2010

unsure.

porządki. niby czynność prozaiczna, mechaniczna, a jednak nieco melodramatyczna. bo znajdujesz setki karteczek zapisywanych na lekcjach chemii z czasów gimnazjum, stare opowiadania, zdjęcia, pocztówki, 10 dolarów, zaginioną maszynkę do golenia, 3 poszukiwane skarpetki (i ani jednego robala!!!). to wszystko czyni mnie osobą sentymentalną (chociaż nie mam w zwyczaju taką bywać), dojrzalszą (tego nie jestem w stanie wytłumaczyć w żaden sposób), a w dodatku bogatszą. poza tym, pojawia się uczucie odnowy, nie wiem, może bardziej pasowałoby "ewolucji emocjonalnej".
kiedy siedzę tak zamknięta w małym pokoju, wypełnionym jazzem i innymi starymi piosenkami, trochę zapachem kadzidła, nagromadzonymi wspomnieniami i stertą śmieci, dopada mnie smutek. czas pędzi, zostają po nim tylko skarby, jak te, które znajduję właśnie teraz i wyrzucam. dlaczego? bo z zasady pędzę do przodu, nie lubię dyndającej z dupy kotwicy, słonych kartek i smętów, na których działanie jestem narażona od kilku dni.

decisions are made and not bought. but i thought this wouldn't hurt a lot- i guess not.