mdłość.
od zawsze twierdziłam, że jestem wolnym duchem. małym czerwonym balonikiem, marynarzem. i nagle zdałam sobie sprawę, że potrzebuję, by ktoś złapał mnie za rękę albo pocałował w szyję, gdy wybieram drinka. przelotne znajomości są tego pozbawione, więc przestają mnie w tym momencie cieszyć.
wszystko przestaje mnie cieszyć, może to przez brak słońca?
cholera, ale ostatnio świeci nawet.
tak czy siak, frustrację wyładowuje na basenie, zaczynam o siebie dbać, koniec gderania. ratownicy.
oczywiście forma jest na pierwszym miejscu, żadni tam panowie w czerwonych slipkach, absolutnie.
... posucha.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz